Moje Cudowne Podopieczne, którym od lat pomagam radzić sobie z trudnymi sytuacjami w relacjach z mężczyznami, od dawna namawiały mnie, bym zaczęła pisać. Dzielić się doświadczeniem, wiedzą i pomagać na szerszą skalę kobietom, które wciąż popełniają te same błędy. Tak, jakby niewłaściwe zachowania względem mężczyzn wyssały z mlekiem matki.
Jednym z problemów, który dostrzegam, jest to, że gdy już uświadomię im, jakie błędy popełniają – i jak można daną sytuację zrozumieć inaczej – one stosują się do zasad tylko przez chwilę. A potem… wracają do starych schematów.
Dlaczego? Bo te błędy to silne nawyki. Wtłoczone od wczesnego dzieciństwa, często nieuświadomione. Właśnie dlatego potrzebujemy powtarzalności – regularnego przypominania sobie zasad, które działają. Dzięki temu nowe zachowania zaczynają „wchodzić w krew”. Z czasem przestają być wysiłkiem – stają się automatyczne. Twoje ciało, Twoje słowa, Twoja energia – zaczynają działać z poziomu nowej siły.
Forma pisana daje Wam przewagę: możecie do niej wracać w każdej chwili. Czytać raz, drugi, dziesiąty. Aż pewne prawdy staną się oczywiste. To najlepszy sposób, by wypracować trwałe, wspierające zachowania – które będą służyć Wam na co dzień, a nie tylko „w chwilach kryzysu”.
Zauważam bowiem, że Moje Cudowne najczęściej zwracają się do mnie właśnie wtedy – w kryzysie. Gdy już „coś się wali”. Tymczasem… moim celem jest coś innego. Chcę nauczyć Cię nie dopuszczać do kryzysów.
Pamiętam jedną z moich podopiecznych – zdecydowaną Królową Dram. Na początku nowego związku powiedziała:
„Jest tak cudownie, jesteśmy dla siebie idealni… to przecież samo płynie.”
Tłumaczyłam jej wtedy, że to nigdy nie „płynie samo”.
Każdy związek, każda relacja – wymaga pracy, świadomego działania, kierowania energii tam, gdzie ma rosnąć. I to chcę dziś podkreślić z pełną mocą:
Nad każdym związkiem trzeba pracować, jeśli ma trwać i być dla Ciebie wsparciem.
Mój blog jest skierowany do kobiet, ale… jeśli trafi na niego mężczyzna – również wyciągnie z niego wartościową wiedzę. Bo różnice między kobietą a mężczyzną w sposobie myślenia, reagowania, przeżywania emocji – są realne.
Zrozumienie tych różnic pozwala nie tylko lepiej kochać. Pozwala zawładnąć sercem wybranka i skutecznie zarządzać związkiem. Tak, właśnie tak – zarządzać. Bo to „samo nie płynie”.
Skoro dziś angażujemy mężczyzn do wszystkiego – do dzielenia obowiązków, do wspólnego podejmowania decyzji, do partnerstwa w każdej dziedzinie – to dlaczego tutaj odpuszczam ideę „wspólnego zarządzania związkiem”?
Dlatego, że moim celem jest nauczenie Was wpływu.
Nie suchego planowania, nie tabelki „on robi – ja robię”, ale subtelnego kierowania relacją w stronę, w której Ty – jako kobieta – czujesz się kochana, spokojna, bezpieczna.
Tak, wiem, co teraz myślisz.
Ktoś nazwie to manipulacją.
Dla mnie to świadome budowanie wpływu – z intencją dobra.
Nie po to, by krzywdzić. Nie po to, by sterować kimś wbrew jego woli.
Ale po to, by stworzyć przy sobie taką przestrzeń, do której mężczyzna sam chce wracać. Przy której chce zostać.
W której czuje się silny, potrzebny i szczęśliwy.
Bo ostatecznie… przecież właśnie tego chcemy.
Żeby nasi cudowni mężczyźni byli szczęśliwi. Przy nas.
Zacznijmy od początku. Od tego, co lubię najbardziej.
Zdobądźmy tego mężczyznę.
To nie będzie szybka ani prosta sprawa. Ale jedno Ci powiem: obserwowanie, jak jego zaangażowanie rośnie z dnia na dzień… to uzależnia.
To właśnie ten moment, kiedy zaczynasz w siebie wierzyć. Kiedy Twoja pewność siebie zaczyna błyszczeć – nie tylko w oczach jego, ale przede wszystkim w Twoich własnych.
Twoje zachowania powoli stają się nawykami, a nauka wpływu na relacje – z każdą próbą – robi się coraz łatwiejsza. I przyjemniejsza.
Zresztą, skoro jesteś tutaj i czytasz te słowa, prawdopodobnie poziom Twojej desperacji jest już wystarczająco wysoki.
A to… świetna wiadomość.
Bo najlepsze decyzje w życiu podejmujemy nie wtedy, gdy wszystko gra – ale wtedy, gdy mamy dość tego, co nie działa.
Pierwsze kroki
Jesteś singielką. Na radarze – cisza jak na Saharze. Żaden książę nie nadjeżdża, żaden smok nie zieje ogniem. Wszyscy mężczyźni albo zajęci, albo nijacy. Albo po prostu – nie ma nikogo, kto poruszyłby Twoje serce.
Zanim przejdziemy do wyliczanki miejsc, gdzie warto udać się na łowy, przyjrzyjmy się jednemu fundamentalnemu błędowi, który popełnia skrajna większość kobiet.
Prosto z mostu: na początku powinnaś zarzucić wiele wędek. Wiele haczyków.
Tymczasem większość kobiet szuka od razu “tego jedynego” – czeka na iskrę, na magię w pierwszym spojrzeniu, jakby wszystko miało się zadziać od razu. To znacznie ogranicza Twoje szanse. I, co gorsza, otwiera drzwi do szybkich rozczarowań.
Prawda jest taka: jest milion powodów, dla których ten jeden mężczyzna może okazać się złym wyborem – dla Ciebie albo dla niego. Nie marnuj miesięcy na „może coś z tego będzie”.
W momencie, kiedy dopiero zaczynasz, powinnaś wysyłać sygnały w jak największą liczbę kierunków. Nie dlatego, że jesteś zdesperowana – tylko dlatego, że jesteś inteligentna.
To zaoszczędzi Ci czasu, emocji i… niepotrzebnych łez nad facetem, który po trzecim spotkaniu znika jak dym.
Gdzie iść, gdzie szukać?
No cóż, z Netflixa ukochany nie wyjdzie. Nawet jeśli go obejrzysz w piżamie z koronką i maseczką z 24-karatowego złota. Jeśli naprawdę chcesz go poznać – musisz się pojawić tam, gdzie ludzie są, a nie tylko serialowe dramaty.
Niech Twoja obecność przestanie być przypadkowa – a zacznie być strategiczna.
Tak, możesz go poznać online – ale zamiast tracić czas na scrollowanie nieaktywnych profili, wybierz konkretne aplikacje i ustaw się tak, by to on Cię zauważył. Zdjęcie z klasą, opis z charakterem, zero banałów.
Ale też – nie opieraj wszystkiego na internecie. Miłość może kliknąć w aplikacji, ale namiętność często zaczyna się od spojrzenia w realu.
Gdzie bywać?
– na siłowni (ale nie tam, gdzie sama się zasłaniasz ręcznikiem),
– na szkoleniach, konferencjach, wydarzeniach branżowych – faceci kochają kobiety, które coś robią,
– w lepszych restauracjach – nie po to, żeby jeść, ale żeby być zauważoną,
– w kawiarniach z książką – szczególnie, jeśli udajesz, że czytasz coś ambitnego,
– w przestrzeniach wspólnych – coworkingi, warsztaty, wystawy, spotkania tematyczne.
Masz się pokazać – nie po to, żeby szukać desperacko, ale po to, żeby dać się znaleźć.

Skomentuj Damy Anuluj pisanie odpowiedzi